Majesty Gold HD – Recenzja (PC)

Niektórzy motywowani są bogactwami i chciwością. Innych inspirują prawość, rycerskość i pragnienie dołączenia do grona najznamienitszych bohaterów. Znajdą się i tacy, którzy po prostu chcą walczyć z terrorem i złem bezustannie nawiedzającymi bajkową Ardanię. Na koniec zaś zostaję ja – weteran Majesty, który zjadł zęby na budowie baśniowych królestw, a który teraz powrócił – po trochu z sentymentu, po trochu z ciekawości, ale przede wszystkim – bo to po prostu diabelnie dobra gra jest!

 

Majesty, zwana także Symulatorem Królestwa Fantasy, to gra quasiRPG. Niby mamy tam bohaterów, którzy zabijając mityczne monstra, budując bądź odkrywając najdalsze zakątki krainy zdobywają doświadczenie, levelują i wyposażają się w coraz to lepszy ekwipunek oraz zaklęcia, ale..

 

Tak zwykle rozpoczyna się nasza rozgrywka – ot samotny zameczek i plac targowy. Wkrótce pojawią się kłopoty zatem nie traćmy czasu i czym prędziej zacznijmy rozbudowę!

 

Ale, no właśnie, mamy nad tym znikomą kontrolę. Majesty nie jest strategią pokroju Warcrafta, gdzie panując nad każdym elementem osady możemy np. nająć sobie tuzin łuczników by następnie ostrzelać napastnika z bezpiecznej odległości i na luzie zebrać fanty. Nie przypomina również Baldurów w których sterowaliśmy małą drużyną, głowiliśmy się doborem odpowiedniego ekwipunku i wsiąkaliśmy w fabułę opowieści. Majesty to coś pomiędzy – owszem, jest ekwipunek, są różne klasy postaci i mamy Zadanie, zupełnie jak w klasykach gatunku. Z drugiej stroni nasi podopieczni są bardzo krnąbrni i ani im się myśli reagować na nasze polecenia. W zasadzie na rozwój (bądź upadek..) naszego państewka możemy wpływać na cztery sposoby:

  • stawianie nowych budowli, bądź ulepszanie istniejacych co zwiększy nam dopływ gotówki (markety, oberże), da dostęp do innych herosów (gildie, światynie), zwiększy walory obronne zamku (wieże, balisty), albo po prostu wyekwipuje naszych podwładnych (kuźnia, biblioteka).
  • rzucanie zaklęć wspomagających naszych żołnierzy na polu bitwy lub atakujących wrogów. Dla przykładu widzimy, że paladynka jest na skraju śmierci, więc może warto ją uleczyć, a na dodatek pobłogosławić aby walczyła jeszcze skuteczniej. Do wątłego czarodzieja zbliża się potężny minotaur? Nie ma nic lepszego jak niewidzialność! Market został otoczony hordą goblinów? Burza piorunów i po problemie.
  • ustawianie nagród to najbardziej charakterystyczna z cech Majesty – jak już wspomniałem, nie sterujuemy herosami bezpośrednio, ale jak najbardziej możemy spróbować zachęcić ich do zrealizowania naszego celu. Do tego oczywiście posłuży nam gromadzone w trakcie rozgrywki złoto i flagi: ataku oraz eksloracji. Ta pierwsza wymaga zabicia/zniszczenia czegoś, ta druga służy do odkrywania mapy.
  • rekrutowanie bohaterów to najważniejszy i najciekawszy element gry, gdyż nie tylko różnią się umiejętnościami, ale i zachowaniem (skryptami AI) – różne klasy różnie zachowają się w tych samych okolicznościach. Dla przykładu łotrzyka skusi nawet najniższa nagroda, ale jest to słaba postać i albo szybko zginie albo raz-dwa ucieknie. Z kolei barbarzyńca ma pier*olnięcie, łoi wszystko co podejdzie mu pod topór i czesto chodzi w towarzystwie ciekawskich łowców. Podobne drużyny tworzą wojownik i uzdrowicielka, albo nekromantka i jej szkielety. Adept z kolei dysponuje teleportacją i lubi sobie partolować nasze włości.

 

Czasem jest cisza i spokój..

..nad wszystkim mamy kontrolę..

..ale prędzej czy później..

..zacznie się prawdziwa rozpierducha! Obyśmy byli gotowi!

 

Majesty to magnes od którego ciężko się oderwać. To oczywiście zasługa kolorowej-bajkowej grafiki, która w ogóle się nie zestarzała (tym bardziej, że wersja HD podbiła ją do 1920p przez co wygląda rewelacyjnie również na dużych monitorach) oraz podkładu dźwiękowego wraz z charakterystycznym narratorem i odzywkami najemników.

Te elementy to jednak zaledwie wisienka na szczycie tortu jaką jest ta gra. Najważniejsze bowiem jest, że Symulacja Królestwa Fantasy to produkcja ciekawa i niesamowicie „regrywalna” – ze względu na charakter podopiecznych każda misja może wyglądać diametralnie inaczej – przy jednym podejściu czarodziej zlęknie się trolla i to wieża będzie musiała odwalić czarną robotę. Za innym razem go zaatakuje, wskoczy na wyższy poziom doświadczenia, nauczy się lepszych czarów i już do końca gry będzie siał zniszczenie w szeregach wroga okazując się nieocenioną pomocą w szeregach naszych podwładnych.

Z drugiej strony mamy również i takie mapki, szczególnie na poziomie eksperckim, gdzie będziemy sobie rwali włosy z głowy, kurwili na wszystkie strony świata i bezskutecznie próbowali różnych podejść, aż w końcu wynajdziemy Sposób i pójdzie nam jak z płatka. Majesty to gra typu Papier-Kamień-Nożyce-Jaszczurka-Spock z bardzo rozbudowanym systemem zależności:

  • Jeśli wróg dysponuje łucznikami to nie rekrutujmy własnych tylko zainwestujmy w nekrotmantki, które szybko zapełnią ulice szkieletami, niemalże całkowicie niewrażliwymi na pociski.
  • Nie ma kasy na nic? No to tani i łatwo dostępni wojownicy plus ubezpieczajace ich uzdrowicielki.
  • Wróg nadciąga chmarą już od pierwszych dni? Ulepszamy gildię magów i łoimy pokurczów samodzielnie, przy okazji stawiając nowe markety i gildię elfów, która ma ten bonus, że podwoi wpływy do skarbca.
  • Jesteśmy bezustannie nękani przez silne potwory? Na to nie ma nic lepszego jak postawienie na krasnoludów i ich autonomiczne balisty. Wydatek spory, ale szybko przyniesie oczekiwane rezultaty.
  • Atak golemów (najbardziej żywotny przeciwnik w grze)? Zamiast mozolnie przedzierać się przez setki hapeków może lepiej postawić na mnichów albo wojowników niezgody? Ci mają szansę na położenie wroga jednym ciosem.


To były tylko wymyślone naprędce przykłady i na nich lista się wcale nie kończy. A do tego dochodzi swoisty „Loszek pieszczoszek” w którym wybieramy największą mapkę, wciskamy ‚ENTER’, wpisujemy ‚buildanything’ i tworzymy wymarzone królestwo wybierając ze wszystkich dostępnych w grze budynków. Pamiętam jak samemu się tak bawiłem za czasów liceum, a następnie zostawiałem grę włączoną na noc i nad ranem sprawdzałem kto przeżył, kto osiągnął najwyższe poziomy. I zasłużył na łaskę Króla Jakuba I zwanego Srogim.

 

W pełni rozbudowane królestwo.. może być kilkakrotnie większe niż to co tu widzicie.

 

Podstawowa wersja Majesty stała się sukcesem w swojej maleńkiej niszy domorosłych królewiczów i szybko dorobiła się pełnoprawnego rozszerzenia „Northern Expansion” rozbudowującego grę o nowe struktury, ekwipunek, kilkanaście misji nowej kampanii oraz genialny w swojej prostocie generator map, który sprawiał, że zabawa nie miała końca. Potem na wiele lat zapadła cisza..

..którą przerwały nadchodzące trailery sequela. Majesty 2 na fali mody konwertowania wszystkiego na 3D obiecywało widowiskowy model walki, bardziej różnorodne mapy i wiele ulepszeń względem pierwowzoru. Słowa dotrzymało, bo faktycznie było na czym zawiesić oko, szkoda tylko, że przy okazji gra straciła „duszę”. Wraz z dwójką zniknęło gdzieś to nieposłuszeństwo i sugestia posiadania własnego charakteru bohaterów. Owszem, wciąż nie sterowaliśmy nimi bezpośrednio, lecz ich zachowanie stało się na tyle przewidywalne, że właściwie zyskaliśmy zupełną kontrolę nad ich poczynaniami. Ciężko było to nazwać dobrą zmianą.

Wszystko ma jednak swoje dobre i złe strony – o ile druga część okazała się co najwyżej poprawna do jednak hype, który się wokół niej wytorzył przyczynił się do wydania podstawki w wersji HD – z podbitymi teksturami oraz, co znacznie ważniejsze, wsparciem steamowego warsztatu.

Warsztat ma sporo do zaoferowania, scena tej kilkunastoletniej gry wciąż tętni życiem.

Mody są lepsze albo gorsze. Ważne, że urozmaicają rozgrywkę.

Amatorskie mapki to nierzadko prawdziwe perełki!

 

To właśnie Majesty Gold HD jest głównym powodem tej recenzji – zakupiona dawno temu, sprawdzona czy działa – przeżywała wtedy pewne problemy z wydajnością i odłożona „na zaś”. Wraz z niedawnym zakupem nowego peceta (o czym już wkrótce) przyszła pora na benchmarki i.. tak sobie testuję maszynę na siedemnastoletniej gierce już od niemalże czterdziestu godzin.

Jeśli chodzi o „najpierwsze” wrażenia to oczywiście rzuca się w oczy opcja wyboru rozdzielczości do FHD włącznie. Osobiście jednak uznałem, że to jednak ciut za dużo na 22″ mojego monitora i postawiłem na 1386×768 – ta nie tylko dobrze się prezentuje ale i bardziej oszczędza procesor (Apollo Lake) minikomputerka – klatkaż oscyluje w granicach od 60FPS (początek misji) do kilkunastu, kiedy królestwo osiąga pełnię swojej potęgi i na mapie roi się od służby.

Drugą zaletą remasteru jest oczywiście współpraca z Workshopem, gdzie bezproblemowo da się znaleźć zarówno modyfikatory rozgrywki jak i całe questy gotowe do ściągnięcia i ogrania. Zastrzegam jednak, że nie mówimy tu o losowo generowanych „randomach” tylko o pełnoprawnych misjach nierzadko wzbogaconych o fabułę, ciekawą mechanikę i autorskie skrypty. Przykładowo:

  • musisz pokonać wysokopoziomową nekromantkę kręcącą się na drugim krańcu mapy. Nie tylko wpierw należy zniszczyć kilkanaście zamczysk stojących na jej drodze (a te w kilka dni się odbudowują!) ale do tego podczas gry nie mamy dostępu do czaru wskrzeszenia, a każdy poległy bohater zmienia się w zombie i przechodzi na stronę przeciwniczki!
  • nasze królestwo otoczone jest kilkoma sprzymierzonymi placówkami które pomagają nam w odpieraniu nacierajacych już od pierwszych dni potężnych monstrów pokroju golemów czy smoków.
  • zmasowany atak goblinów, które napierają całymi chmarami, a do tego szybko odbudowują swoje osady. Bez gildii magów nie podchodź!


O ile wciąż poznaję nowe misje, o tyle już przejżałem wszystkie dostępne mody i znalazłem takie bez których ani myślę rozpoczynać nowej gry, wliczając w to ulepszone strażnice (teraz nawet gwardziści zdobywają doświadczenie, jej!) i bazar, a czasami również ‚DoubleHP’ czyniące nawet prostego szczura dwukrotnie bardziej wymagającym przeciwnikiem.

 

Majesty 2 – trzeci wymiar i taka sobie rozgrywka.

Już lepiej zainwestować w wersję mobilną – szczególnie jeśli ma się jakiś tablet.

 

Podsumowując – obecnie Majesty Gold HD kosztuje grosze, a oferuje niewspółmiernie dużo frajdy jak za taką cenę. Oczywiście gra nie jest dla każdego i mam pewne wątpliwości jak zaparywać się na nią będą gracze młodsi stażem, przyzwyczajeni do zupełnie odmiennego stylu rozgrywki.

Kiedy parę miesięcy temu opisywałem kosmicznego indyka „FTL” postawiłem tam tezę, że ciekawa mechanika i szczątkowa fabuła są tylko tłem na którym nasza wyobraźnia buduje znacznie ciekawsze konstrukcje. Podobnie jest z Majesty – niby ani grafika ani fabuła nie robią jakiegoś większego wrażenia, niby to mechanika jest głównym bajerem niepozwalającym oderwać się od komputera, ale jest przecież coś jeszcze..

To uczucie otuchy kiedy widzisz jak poddani ściągają z całej mapy do naszego zamku aby uchronić króla przed zwykłym szczurołakiem. To zdenerowanie kiedy twój najlepszy wojownik został spraliżowany przez beholdera, a uzdrowicielka postanawia założyć ogródek. To zaskoczenie kiedy nagle teleportuje się obok niego zwinny adept i wywijając kijaszkiem tłucze paskudę. Ten podziw gdy widzisz jak jeden barbarzyńca idzie na łowy w towarzystwie czterech oskrzydlających go łowców. Albo nawet rozbawienie budzące się za każdym razem kiedy obserwujesz poczynania kurduplowatych okultystów.

 

Majesty kusi. Czy starczy ci odwagi aby wyruszyć do Ardanii?

 

Majesty to gra wyobraźni i dla wszystkich wyposażonych w ten ‚skill’ poniższa ocena nie powinna być żadnym zaskoczeniem.

Ocena 5


A dla reszty? I tak polecam spróbować. To tak samo jak z lewatywą:

 

 

Bookmark the permalink.