Moje własne M2

Wybierając podzespoły nowego komputera najwięcej uwagi zwykło poświęcać się takim elementom jak procesor, karta grafiki czy odpowiednia ilość szybkiej pamięci RAM. Dalej mamy duży i porządny monitor, wygodna mycha z klawiaturą oraz stabilny zasilacz. Mało kto zastanawia się nad dyskiem twardym – nawet doradca w sklepie z elektroniką bardziej będzie zachwalał grafikę i ekran aniżeli parametry twardziela: „Dysk 1 Tera. Będzie pan zadowolony!”. A już po zakupie, kiedy idziemy do bardziej świadomego kolegi pochwalić się jak to nam Wiedźmin 3 działa na świeżym sprzęcie, ten patrzy na bebechy i mówi z politowaniem: „Oj panie, kto to panu tak spier..?”.


Najsampierw prawda objawiona: Szybkość dysku jest tak samo ważna jak częstotliwość procesora czy ilość rdzeni na płytce z grafiką. Koniec i kropka. Kto się nie zgadza ten równie dobrze może dać sobie spokój z czytaniem tych wypocin i wracać do XXw., bo w świecie przyszłości nie ma dla niego.. przyszłości.

Taki żarcik kosmonaucik 😉

 

Niżej podpisany przez długi okres swojego życia również myślał, że liczą się tylko gigabajty, a cała reszta paramterów pamięci schodzi na dalszy plan. Tak było aż do prób instalacji różnych wariacji Linuxa na kartach SD, jeszcze za czasów świetnosci netbooków.

Luuudzie, ale to się ciągnęło! A najgorzej jeszcze jak jakiś błąd wyskoczył i wszystko od nowa! Wbudowana pamięć eMMC wcale nie była dużo lepsza, a zewnętrzny twardziel podłączony pod USB miał sens tylko jeżeli połączenie obsługiwało nowoczesny standard 3.0.

Kolejny przełom nastąpił wraz z modernizacją domowego peceta i doposażeniem go w dysk SSD. Drogie to było i nie mogłem sobie wtedy pozwolić na więcej jak 60GB ale postawienie na tym Windowsa 8.1 było diabelnie szybkie, a sam system chodził tak płynnie, że ciężko było uwieżyć iż pochodzi od Microsoftu! Tak mi się to spodobało, że najważniejsze gry również próbowałem upychać na SSD – widać było wyraźny spadek czasów ładowania, a tym samym poczucie dobrze zainwestowanych pieniędzy i solidny bonus do samozadowolenia.

 

Wewnętrzne HDD powoli odchodzą do lamusa, te przenośne wciąż mają się świetnie.

 

Obecnie decydując się na kupno dysku mamy do dyspozycji kilka różnych standardów:


Dyski talerzowe wciąż oferują najlepszy stosunek ceny do pojemności, ale jednocześnie są też najwolniejsze. To przekłada się zarówno na czasy dostępu (ważne podczas otwierania plików/programów) jak i szybkość transferu (widoczną podczas przenoszenia zawartości pomiędzy nośnikami/partycjami). Powoli znika sens posiadania standardowego HDD wewnątrz peceta, ale jednocześnie zewnętrzne dyski są najwygodniejszym rozwiązaniem na przechowywanie kopii zapasowych (backupów, tak potrzebnych w dobie szalejącego ransomware), sprawdzą się również jako dodatek do Smart TV umożliwiający np. nagrywanie ulubionych programów na wzór magnetowidu czy pauzowanie filmu w czasie jego trwania.

Pewnym kompromisem są również hybrydowe dyski talerzowe, które łączą w sobie mały SSD na najczęściej używane pliki oraz spory HDD na całą resztę. Pozwala to na minimalizację czasów dostępu, choć transfery dużych plików pozostaną bez zmian. Właściwie bliźniaczą opcją jest Intel Optane, czyli miniaturowy dysk SSD, który nie potrafi działać samodzielnie ale właśnie – na modłę hybryd – optymalizuje pracę „hadedeka” i służy mu za bufor danych w codziennym użytkowaniu.

 

Wpinane w gniazdo M2 Intel Optane to (wg zapewnień producenta) dopalacz dla tradycyjnych dysków magnetycznych.

 

Dalej w kolejności mamy nośniki półprzewodnikowe, czyli Solid State Drive. Wymiana systemowego HDD na SSD to ogromny krok naprzód odnośnie domowego komputera, który wyraźnie zwiększy komfort płynący z jego użytkowania – mówię tutaj zarówno o przeglądarce z Internetem, ładowaniu zdjęć w rozdzielczościach sięgających kilkunastu MP, czy oczekiwaniu na odpalenie jakiejś nowszej gierki. Sama responsywność systemu też wzrasta, co widać chociażby po szybciej wysuwanych menusach, wyszukiwaniu konkrenych plików czy korzystaniu z eksploratora.

Dyski oparte na krzemie spotkamy w różnych wariantach – od malutkich i najwolniejszych kart pamięci (eMMC), przez coraz częściej pojawiające się w świecie smartfonów układy UFS 2.1 aż po klasyczne, pecetowe SSD.

Jednak i te ostatnie nie są pozbawione odmian – otóż dostępne są zarówno klasyczne dwu-i-pół-calowce montowane w „sankach” obok klasycznego hadedeka jak i miniaturowe wersje M2 wsuwane w slocik na płycie głównej podobnie jak ma to miejsce z pamięciami RAM. W dalszej części artykułu przyjrzymy się lepiej tym ostatnim.

 

SSD M2 (NVMe) oraz SSD 2.5″

 

Instalacja dysku SSD w slocie M2. Ten tutaj jest w standardzie SATA3 – łatwo to poznać po dwóch wcięciach między pinami. Obrazek powyżej przedstawia szybszy standard NVMe z jednym wcięciem. Oba wejdą do tego samego gniazda, ale prędkość zależeć już będzie od jego sterowników.

SSD typu M2 to najnowszy krzyk mody – rzecz spodoba się zarówno miłośnikom miniaturyzacji (standardem jest 60x22mm ale można również trafić na krótsze) jak i maniakom prędkości – w końcu najszybsze modele oferują transfery, które do tej pory zarezerowane były dla RAMu!

Gwoli wyjaśnienia, którego jeszcze jakiś czas samemu poszukiwałem – podstawka/slot M2 występuje w dwóch wyglądających identycznie wersjach. Mamy zatem standardowy i już nieco przestarzały SATA3, obsługający prędkości zapisu oraz odczytu na poziomie do 6Gb/s oraz najnowszy NVMe, znacznie szybszy.

Na szczęście NVMe bezproblemowo podłączymy od starszego portu, należy jednak mieć na uwadze, że będzie wtedy pracował z obniżonymi paramterami, co wydaje się nieco bezsensowne biorąc pod uwagę sporą różnicę ceny dzielącą oba standardy.

 

Przetestowałem co miałem pod ręką – co do dysków NVMe musicie mi uwierzyć na słowo, że są diabelnie szybkie – prędkości w okolicach 3 GigaBAJTÓW/s to nic szczególnego. Inna sprawa, że w praktyce mało komu potrzebne takie transfery.

 

Jak widać z powyższego obrazka – M2 (i to na tym wolniejszym standardzie – SATA3) prezentuje się najkorzystniej, dosłownie niszczy konkurencję i tylko talerzowiec na USB 3.0 jeszcze jako tako się broni. M2 ma praktycznie takie same osiągi jak klasyczne dyski SSD, lecz „góruje” nad nimi niewielkim rozmiarem, co w takich ultrabookach czy minipecetach jest nie do przecenienia.

Żeby jednak nie było tak kolorowo – nowalijki techniczne potrafią się cenić, więc należy spodziewać się, że za wersję M2 dysku SSD zapłacimy kilkadziesiąt procent więcej niż za 2.5″, a żadnej różnicy jakościowej przy tym się nie zauważy. Ponadto, te nośniki są już i tak wystarczająco szybkie, zatem dalsza poprawa tej wartości w przypadku NVMe nie będzie tak odczuwalna jakbyśmy sobie życzyli i w zasadzie ma sens tylko w przypadku ludzi zawodowo operujących na dużych plikach, tj. graficy czy montażyści.

 

Od lewej: microsd C10, wbudowane emmc, UFS 2.1. Jeśli możesz sobie pozwolić wydać na telefon więcej jak 1500zł to już masz szansę znaleźć coś z szybkimi pamięciami UFS 2.1 (tj. Xiaomi Mi6 testowany powyżej). Przy okazji – rzuciwszy okiem na test karty microsd – nie dziwota, że producenci próbują zrezygnować z tego standardu – taka wydajność przynosi tylko wstyd, szczególnie w przypadku flagowców.

 

Podsumowując:

  • Jeśli potrzeba ci dysku na trzymanie filmów, backup zdjęć czy gier – zainwestuj w zewnętrznego talerzowca, koniecznie na USB3.
  • Jeśli posiadasz starszy komputer wyposażony w tradycyjny HDD (ale ze złączem SATA3) zacznij oszczędzać na choćby mały (120GB są już w bardzo przyzwoitych cenach) dysk SSD 2.5″.
  • Jeśli jesteś posiadaczem kilkuterabajtowego HDD, na którym trzymasz masę plików plus system – warto rozważyć inwestycję w Intel Optane.
  • Jeśli chcesz nabyć dobry smartfon i masz zamiar aby posłużył ci dłużej niż rok to zalecałbym poszukanie takiego z pamięciami UFS 2.1, które nie tylko są znacznie wydajniejsze ale i wolniej się zużywają.
  • Jeśli dopiero planujesz zakup nowego komputera koniecznie zaopatrz się w płytę główną obsługującą najnowsze standardy (w tym NVMe) – przyda się na przyszłość. Dalej, w zależności od budżetu, polecam albo jeden spory i wydajny SSD M2 (wystarczy SATA3) albo mniejszy i tańszy w parze z kilkuterowym HDD. Ten drugi wciąż może się później przydać przy kompletowaniu serwera NAS, bądź też jako kopia zapasowa najważniejszych plików.
  • Unikaj jak ognia standardu USB 2.0 – to już przeżytek, choć wciąż zatrważająco często stosowany w smartfonach. Pamięci emmc też nie będą najlepszym wyborem, niestety obecnie ciężko trafić na lepsze rozwiązania w tej kategorii.
Bookmark the permalink.