Xiaomi: Duperele

Xiaomi to chińska firma, która na przestrzeni ostatnich kilku lat mocno zyskała na popularności w Europie, a w szczególności Polsce. Stało się tak oczywiście za sprawą mocno konkurencyjnych cen idących w parze z jakością, której pozazdrościć mogłaby większość producentów smartfonów. Nie wszyscy jednak zdają sobie sprawę, że dla „Siałmi” (bo tak się to poprawnie wymawia, nie żadne „kśaomi” czy „siaomi”) smartfony są zaledwie ułamkiem biznesu i to nawet nie tym najważniejszym. Chiński gigant stawia przede wszystkim na elementy smart-domu i szeroko pojętego „lifestyle’u”, począwszy od inteligentnych lampek aż po czajniki z bluetoothem. Dzisiaj postaram się wam przybliżyć co ciekawsze zabawki, które uradują serce każdego geeka.

Na wstępie mała uwaga – choć wszystkie poniższe gadżety mam na posiadaniu i w zasadzie nic nie stoi na przeszkodzie aby każdemu poświęcić osobny wpis – postanowiłem, że lepszym pomysłem będzie właśnie notka zbiorcza, konkretnie podsumowująca wady i zalety poszczególnych urządzeń. Mam jeszcze wiele pomysłów na kolejne artykuły, a czasu niestety mi nie przybywa, więc takie lanie wody byłoby zwykłą stratą wolnej chwili. Jeśli jednak mielibyście jakieś pytania odnośnie któregokolwiek z poniższych „MiDuperelków” to śmiało pozostawcie je w sekcji komentarzy.

 

Router

W swoim życiu miałem kilka routerów: absolutnie podstawowy model od TP-Link, miniaturowego (wielkości pendrive!) ASUSa oraz pełnowymiarowego ASUSa za pięć stówek, który miał wszystko włącznie z piekarnikiem i fontanną (przesadzam ale byłoby zaje*iście!). Po przyjeździe do Chin ten miniaturowy przestał mi wystarczać toteż całkiem szybko podmieniłem go na Xiaomi Router 3, który zaoferował o wiele więcej. Chcąc opisać wszystkie funkcje urządzenia faktycznie musiałbym poświęcić mu osobny tekst więc tylko na szybko wyszczególnię takie bajery jak QoS, VPN, DLNA, Samba, GuestNetwork, WifiBoost, Firewall, MiTV, PhotoBackup. Mi najbardziej zależało na funkcji VPN, która działa całkiem poprawnie (choć wolno ale to raczej wina mojego dostawcy usługi) oraz wsparciu dla połączenia na częstotliwości 5GHz (a/ac). Ogółem rzecz biorąc – od niemalże dwóch lat router pracuje bez zarzutu co, biorąc pod uwagę obecną cenę 130RMB (80zł), stawia go na pierwszym miejscu w kategorii cena/jakość.

Chciałbym również zaznaczyć, że firma oferuje również inne modele – od podstawowej 3c za 99RMB po wypasione modele w wersji NAS za 1500 yuanów. Dodatkowym bajerem wartym zakupu są „przedłużacze sygnału” za 49RMB, które wpięte do gniazdka USB automatycznie wzmacniają sygnał sieci. Dobre rozwiązanie dla mieszkań wielokondygnacyjnych.

Słuchawki BT

Xiaomi ma swojej ofercie sporo różnych modeli słuchawek choć zaledwie parę z nich jest bezprzewodowa, mi zaś przyszło przetestować najnowsze czyli MiSports Mini, różniące się od pierwszych MiSports niższą wagą oraz dość nowatorskim podejściem do okablowania.

Zazwyczaj jest tak, że słuchawki BT mają mniej lub bardziej giętki pałąk/kabelek, który ciągnie się po szyi, z tyłu głowy. Tutaj tymczasem przewód idzie w dół i jest zakończony pilotem z trzema przyciskami i drucianym klipsem, który pozwala na przyczepienie dyngsa do koszuli. Jest to nawet wygodne, jednak tylko jeśli nie jesteśmy topless – wtedy np. ćwicząc – pilot majta na wszystkie strony. Słuchawki mogą się podobać oraz dysponują przyzwoitą jakością dźwięku, szczególnie jak na cenę poniżej 100zł. Osobiście kupiłem właśnie ten model spodziewając się jakiejś lepszej współpracy z telefonem Xiaomi – nie wiem, może mapowania przycisków albo equalizera.. Pchełki na uszach trzymają dwa plastikowe pałąki, które są giętkie i nie wydaje się aby szybko dokonały żywota. Irytuje jednak fakt, że czasem trzeba się trochę pobawić aby to zamocować, a przy okazji nie ma zbytnio co zrobić ze słuchawkami kiedy chcemy je zdjąć. W poprzednim modelu – opisywanych w TYM wpisie pchełkach AUKEY po prostu wyciągałem je z uszu i wisiały sobie na szyi aż do ponownego założenia. Z kolei Mi Sports Mini trzeba całkiem schować do etui (dołączonego w zestawie, dość opornie się otwiera) albo zahaczyć pałąkami za kołnierzyk. Bonusowymi minusami są też słaby czas pracy na baterii (niewiele ponad 3h) oraz spora wrażliwość na zakłócenia – czasem wystarczy machnąć ręką w pobliżu słuchawki aby muzyka ucichła na ułamek sekundy. Z początku było to bardzo upierdliwe ale idzie się przyzwyczaić – tym bardziej, że zjawisko nie występuje jakoś szczególnie często. Tym niemniej AUKEY były o wiele bardziej stabilne i to je bym wam polecał zamiast Xiaomi, szczególnie że są o połowę tańsze.

Waga

Następnym bajerem wpisującym się w obraz smartdomu jest waga łazienkowa Mi Smart Scale, która w ostatnim czasie doczekała się już drugiej odsłony. To co mam ja to gustowne białe, szklano-plastikowe opakowanie napędzane czterema bateriami AA (przez rok nie musiałem jeszcze wymieniać!) łączące się z telefonem za pomocą bluetooth. Waga posiada tylko jeden przełącznik pozwalający zmienić jednostki (kg/funt/jin) i sama w sobie nie jest jakaś szczególnie sprytna – magia zaczyna dziać się dopiero po sparowaniu ze smartfonem. Całość obsługujemy tą samą aplikacją co popularne MiBandy i otrzymujemy dostęp do takich informacji jak: waga (wykres w czasie), BMI wraz z podsumowaniem sylwetki (niedożywiony/normalny/nadwaga/otyłość) oraz porównanie z innymi użytkownikami (jestem lżejszy niż 43% ludzi!). Możemy również dodać kolejny profil (waga sama skapuje, kto akurat na niej stoi), a także wybrać ważenie niemowlaka (w tym wypadku wchodzimy na wagę wraz z dzieckiem).

Nowy model oferuje dodatkowo pomiar tkanki tłuszczowej/mięśniowej, kosztuje 199RMB (120zł) i to właśnie tę wersję bym polecał. Ogólnie rzecz biorąc najbardziej podoba mi się „bezobsługowość” tego urządzenia – przez większość czasu sobie po prostu stoi w kącie ładnie komponując się z wystrojem pokoju, zaś kiedy jest potrzebna to korzystamy i działa, bez jakichkolwiek errorów czy kaprysów. Polecam!

Buty

Co prawda jeszcze w czasach mojej podstawówki dzieciaki lubiły sobie zaszpanować świecącymi adidaskami błyskającymi na kolorowo przy każdym kroku ale z tego co się orientuję zastosowano tam jakiś sprytny mechanizm, którego nie trzeba było ładować. Tymczasem obecnie przyszło nam dożyć czasów kiedy nawet buty są na baterię i mają wbudowany moduł BT.. No ale czy warto w coś takiego zainwestować?

Buty Xiaomi to klasyczne adidaski dostępne w kilku kolorach (szary/czarny/niebieski w wersji dla mężczyzn oraz czarny/beżowy/jasnoniebieski dla kobiet) wyposażone w wyjmowalny dyngs który zapewnia łączność ze smartfonem. Jako buty same w sobie są naprawdę świetne – wygodne, miękkie, przewiewne, do biegania i spaceru – jak za cenę ok 150zł to jest to doprawdy mocna okazja. Z drugiej strony patrząc na nie jak na ubieralny gadżet to nie oferują nic specjalnego..

Przed zakupem myślałem, że będą one ciekawym uzupełnieniem MiBanda poprawiającym jego dokładność i uzupełniającym profil o dodatkowe statystyki. A co dostałem? Niemalże bezwartościowy gadżet, który nawet nie potrafi rozpoznać kiedy biegam, a kiedy chodzę. Nie przesadzam – aplikacja MiFit po sparowaniu z butami zostaje rozbudowana tylko o dystans (dzienny/całkowity) jaki pokonałem w „MiButach” oraz wyszczególnienie prędkości, które raczej nie działa tak jak powinno, gdyż zawsze wskazuje na „slow walking”. Dodatkowy minus wędruje za kłopoty z parowaniem – po przejściu na nowy telefon musiałem się nieźle nagłówkować jak to na nowo sparować (a wyszło na to, że bateria się w międzyczasie rozładowała..), ponadto ucięło mi jakieś 50km dystansu. Dobre buty, ale kiepskie urządzenie.

Powerbank

Jakoś tak (całkowicie przypadkiem, dopiero teraz się zorientowałem!) mi wyszło, że zrobiła się tutaj sinusoida ocen: dobre-niedobre-dobre-niedobre-..; idąc dalej tym tropem powerbanki od Xiaomi muszą być spoko i tak w rzeczy samej jest. Xiaomi 2C 20000mAh jest jak do tej pory moją trzecią baterią – pierwsza (chyba od Tracera) już dawno odmówiła posłuszeństwa, druga – podróbka Xiaomi kupiona za 100RMB w Shenzhen – wciąż działa ale nominalna pojemność 20Ah nijak ma się do tej rzeczywistej (podejrzewam, że nie ma nawet połowy z tego).

Na chwilę obecną powerbank nie jest mi jakoś szczególnie potrzebny – dawno minęły już czasy kiedy latałem z plecakiem od miasta do miasta zatrzymując się w barach szybkiej obsługi na kawę i podładowanie elektroniki. Teraz to bardziej kwestia okazjonalnej potrzeby, tym bardziej, że mój Mi6 oraz Nova żony są wyposażone w szybkie ładowanie więc nawet krótka wizyta przy gniazdku może zapewnić kilka dodatkowych godzin życia akumulatora. Całe przy tym szczęście, że powerbank Xiaomi wyposażono w taką samą funkcję (QC 3.0) przez co zarówno podłączony doń sprzęt jak i on sam naładują się znacznie szybciej niż tradycyjnie. Dokładnych testów nie robiłem ale wiem, że wspomniana wyżej podróbka potrzebuje całej nocy aby dobić do pełna, oryginałowi wystarczy zaledwie kilka godzin. Jeśli chciałbym znaleźć jakieś minusy to chyba tylko przestarzały port microusb służący do ładowania oraz za wysokie „natężenie startowe ładowania”. Nie wiem jak to inaczej nazwać ale chodzi o to, że ani Mibanda ani słuchawek BT tym nie naładuję, bo pobierają one na tyle mały prąd, że powerbank wchodzi w stan uśpienia i kończy proces. Dla kontrastu – podróbka nie ma z tym najmniejszych problemów.

Mousepad

Xiaomi oferuje również ciekawie wyglądające peryferia oraz akcesoria komputerowe: klawiatury, gamepady, myszy, a nawet podkładki. Skuszony wyglądem zainwestowałem ok 30zł w aluminiowego mousepada i muszę powiedzieć, że design jest jego największym – ale i jedynym – atutem.

Czego oczekuje się od podkładek pod mysz? Nie wiem jak wy ale dla mnie najważniejsza jest śliskość oraz precyzja – myszka ma gładko sunąć po jej powierzchni tak aby nawet przesunięcie kursora o jeden pixel nie nastręczało trudności. Tymczasem pad Xiaomi niby jest śliski ale ma fakturę zbliżoną do papieru ściernego (matową) więc choć z precyzją nie mogę narzekać to już szybsze ruchy sprawiają wyraźny opór, a co gorsza są po prostu głośne i ścierają ślizgacze myszki! Nie wiem kto wpadł na taki pomysł ale to musiał być chyba jakiś bujający w obłokach designer dla którego liczy się przede wszystkim pokazówka. Obecnie podkładka służy mi za radiator ma którym postawiłem komputer i do niczego więcej się nie nadaje. Absolutnie nie polecam, no chyba, że do samego patrzenia.

Długopis

Jako ostatni na naszej liście będzie.. długopis. Tak, dokładnie – nie przewidzieliście się, nie ma potrzeby regulowania odbiorników. Jak już zdążyłem napisać kapkę wyżej, Xiaomi lubuje się w różnych elementach typu „lifestyle” w skład których wchodzą nie tylko inteligentne gadżety ale również ubrania, meble czy nawet długopisy. Warto przy tym zaznaczyć, ze jest to efektem partnerstwa z innym producentem (submarką?) – MiJia („MiDzia” – z chińskiego: „Mi Rodzina”)

XiaomiPen – o ile można go tak nazwać – to niby zwykły długopis żelowy ukryty w zgrabnej obudowie (czarnej, białej lub złotej) i kosztujący między 10, a 20 yuanów (złoty jest najdroższy). Chciałoby się napisać, że jest to typowy gadżecik promujący firmę i skierowany do największych fanbojów ale prawda jest taka, iż to przede wszystkim fajny, gustowny pisak o wyglądzie „premium”. Zgrabne połączenie metalu i doskonałej jakości tworzywa (a może nawet ceramiki, nigdzie nie znalazłem informacji na ten temat, ale w dotyku faktycznie przypomina filiżankę!) plus czarny tusz, który się nie rozpływa i szybko schnie to po prostu zalety porządnego długopisu. Głównym minusem – choć szukanym nieco na siłę – jest problem z wkładami, bowiem nie pasują te standardowe dostępne w supermarketach i trzeba zaopatrzyć się w sklepach Xiaomi. Na szczęście nie są drogie – opakowanie z trzema sztukami to wydatek zaledwie 4zł, zatem nic nie stoi na przeszkodzie aby uzbroić się na zapas. Nie mam wątpliwości, że XiaomiPen posłuży nam znacznie dłużej niż znakomita większość zwykłych długopisów.


Aby notka nie zrobiła się zbyt długa pozwolę sobie w tym miejscu skończyć z tematem. Wiecie, niby mógłbym napisać jeszcze parę słów o kijku do selfie, ładowarce, listwie zasilającej czy nawet inteligentnym czajniku ale lepiej chyba będzie to zostawić do następnej części, która prędzej czy później z pewnością się pojawi. Nie miejcie złudzeń – gwarantuję wam, że wydam jeszcze sporo yuanów w sklepiku Xiaomi – nie po to człowiek mieszka w Chinach aby nie korzystać z dobrodziejstw Taobao!

 

Bookmark the permalink.